Ostatnio zaskakuje mnie troche modlitwa.... chyba działa...?
Od kiedy Bóg zamieszał solidnie w moim życiu ponad 2lata temu mam do Niego większe zaufanie, staram się oddawać Mu wszystko, nie ufać sobie tylko wierzyć, że dopiero gdy coś odda się Jemu - bedzie ok.
No i ostatnio znów moja modlitwa została spełniona, a jakis miesiąc temu - inna. Dziwne...........
Ta miesiąc temu była dla mnie wielkim szokiem, chodziło o coś z czym nie bardzo potrafiłam sobie dac radę, w sumie to chyba było nie do zrobienia, więc oddałam to Bogu i powiedziałam że ja już nie dam rady sama, że prosze żeby on zesłał jakieś trzęsienie ziemi żeby coś z tym zrobić bo chyba tylko coś drastycznego jest w stanie dac mi siłę... I któregoś dnia dowiedziałam się o czymś od kogoś co podziałało na mnie właśnie jak trzęsienie ziemi. To była WIELKA dawka adrenaliny, wstrząs, w sumie szokujący, ale jak bardzo było to mi potrzebne żeby mieć siłę żeby walczyć z tą trudną sprawą. Teraz wiem że dam radę. W sumie tobyła wiadomość która normalnie by mnie załamała, oburzyła, rozczarowałabym się bardzo kims mi bliskim. Ale gdy się o tym dowiedziałam - od razu wiedziałam że to MUSI BYĆ TO. Wybaczyłam bliskiej osobie głupie zachowanie które było przyczyną tej całej sytuacji i...wbrew pozorom bardzo nas to do siebie zblizyło :) Dziwna historia, tak jakby sam Bóg zszedł do mnie na ziemię i wycągnął pomocną dłoń... :)
No i druga sprawa, niedawno dowiedziałam się że moja najblizsza przyjaciółka spotyka się z moim ex chłopakiem, którego kiedys bardzo kochałam. Zabolało baaardzo. Pierwsza mysl - bunt, coś w stylu nienawiści... A potem wzięłam się w garśc i poprosiłam Go żeby z tego było coś dobrego, nie wiem co i nie wiem jak ale żeby było. Chociaż tyle skoro musi troche poboleć. I żeby to się szybko skończyło...chociaz wiedziałam że i tak będzie tak jak chce Bóg... Czułam że ten ich związek może potrwać dłużej, bo w sumie chyba do siebie nawet pasowali. A tymczasem okazało się że trwał bardzo krótko, miesiąc, dwa....sama nie wiem. Jak mi potem "przyjaciółka" opowiedziała co się działo, zdziwiłam się... Ciekawa, skomlikowana historia... Kiedyś x.Pawlukiewicz w jakimś kazaniu mówił że Bóg to Mistrz żonglowania róznymi sytuacjami, historiami. I tu podziałał róznymi sytuacjami, nowymi znajomościami, starymi zobowiązaniami kogos wobec kogos i to się rozlazło... Może to przypadek, pewnie... Ale dla mnie już raczej nie ma przypadków. A co wynikło dobrego? Dla mnie - chyba mam jeszcze większy dystans do mojego ex, odcięłam się jeszcze bardziej, może tego własnie było mi trzeba tylko nie wiedziałam o tym? Mam Narzeczonego i jest mi z nim bardzo dobrze, ale może gdzieś się jeszcze za mną ciągnęły jakies sentymenty przeszłości. Teraz pewnie juz ich nie ma.
achhhh i trzecia sytuacja teraz mi się przypomniała :)
Niedługo mam się przeprowadzić do Warszawy, poki co jeszcze tam nie mieszkam na stałe... Boję się trochę jakto będzie z pracą, czy coś znajdę itd... Oddałam tą sprawę Bogu, powiedziałam Mu, że boję się trochę ale oddaję Mu to, niech to będzie całkowicie w Jego rękach i niech On działa. No i kilka dni temu zadzwoniła koleżanka z Wawy że jest w ciązy i czy bym nie chciała zastąpić jej w pracy na kilka miesięcy, a rodzi akurat wtedy gdy mam się przeprowadzić do Wawy... Ciekawy zbieg okoliczności :)
To wszystko jest bardzo zaskakujące. Miałam jeszcze kiedyś podobną sytuację - gdy stałam kiedyś w kościele na mszy i mój Proboszcz mówił coś o Duchowej Adopcji nienarodzonych dzieci coś mnie zaczęło od środka naciskać "weż w tym udział"... Chodziło o codzienne odmawianie 10-tki różańca przez 9 miesięcy. Oczywiście początkowo próbowałam sobie wmówić że to moje wymysły... Ale dzien przed przyrzeczeniem szukałam czegoś w moim starym plecaku i przypadkowo znalazłam tam...mały różaniec (10-tkę) który kiedyś kupiłam a gdzieś go wepchnęłam i nie mogłam go odszukać. Zobaczyłam ten różaniec i stanęłm jak wryta. Poczułam się tak jakby Bóg stanął przede mną i powiedział "idź tam". No i poszłam... :) W sumie zawsze nudziła mnie modlitwa różańcowa, a teraz jakoś się do niej przyzwyczaiłam... Może w ten sposób Bóg chciał mnie jakos oswoić z różańcem, bo wiedział że podchodzę do niego trochę jak do jeża :)
Nie wiem, niby to zwykłe sytuacje, przypadki... Ale zauwazyłam że im bardziej się Jemu coś oddaje z SERCEM, z zaufaniem, bez reszty tylko Jemu - nic nie zachowując dla siebie - to chyba działa... Fajne uczucie - że On jest obok, kręci się przy naszym boku, aranzuje rózne sytuacje, historie, stawia ludzi na naszej drodze... Chyba to działa :)