img
anna
renner
warszawa
o sobie:
jestem tutaj nowa, rozglądam się, czytam ...chiałabym sie tutaj zadomowić... :)
potrafię/chcę i mogę pomóc innym poprzez:
wysłuchanie, rozmowę, maila ...ale pewnie jest jeszcze wiele innych sposobów o których wie tylko On i objawią się w odpowiednim czasie i sytuacji ;)
na terenie:
moi przyjaciele
mój blog
2008-12-05
Modlitwa - chyba działa...:)

Ostatnio zaskakuje mnie troche modlitwa.... chyba działa...?

Od kiedy Bóg zamieszał solidnie w moim życiu ponad 2lata temu mam do Niego większe zaufanie, staram się oddawać Mu wszystko, nie ufać sobie tylko wierzyć, że dopiero gdy coś odda się Jemu - bedzie ok.

No i ostatnio znów moja modlitwa została spełniona, a jakis miesiąc temu - inna. Dziwne...........

Ta miesiąc temu była dla mnie wielkim szokiem, chodziło o coś z czym nie bardzo potrafiłam sobie dac radę, w sumie to chyba było nie do zrobienia, więc oddałam to Bogu i powiedziałam że ja już nie dam rady sama, że prosze żeby on zesłał jakieś trzęsienie ziemi żeby coś z tym zrobić bo chyba tylko coś drastycznego jest w stanie dac mi siłę... I któregoś dnia dowiedziałam się o czymś od kogoś co podziałało na mnie właśnie jak trzęsienie ziemi. To była WIELKA dawka adrenaliny, wstrząs, w sumie szokujący, ale jak bardzo było to mi potrzebne żeby mieć siłę żeby walczyć z tą trudną sprawą. Teraz wiem że dam radę. W sumie tobyła wiadomość która normalnie by mnie załamała, oburzyła, rozczarowałabym się bardzo kims mi bliskim. Ale gdy się o tym dowiedziałam - od razu wiedziałam że to MUSI BYĆ TO. Wybaczyłam bliskiej osobie głupie zachowanie które było przyczyną tej całej sytuacji i...wbrew pozorom bardzo nas to do siebie zblizyło :) Dziwna historia, tak jakby sam Bóg zszedł do mnie na ziemię i wycągnął pomocną dłoń... :)

No i druga sprawa, niedawno dowiedziałam się że moja najblizsza przyjaciółka spotyka się z moim ex chłopakiem, którego kiedys bardzo kochałam. Zabolało baaardzo. Pierwsza mysl - bunt, coś w stylu nienawiści... A potem wzięłam się w garśc i poprosiłam Go żeby z tego było coś dobrego, nie wiem co i nie wiem jak ale żeby było. Chociaż tyle skoro musi troche poboleć. I żeby to się szybko skończyło...chociaz wiedziałam że i tak będzie tak jak chce Bóg... Czułam że ten ich związek może potrwać dłużej, bo w sumie chyba do siebie nawet pasowali. A tymczasem okazało się że trwał bardzo krótko, miesiąc, dwa....sama nie wiem. Jak mi potem "przyjaciółka" opowiedziała co się działo, zdziwiłam się... Ciekawa, skomlikowana historia... Kiedyś x.Pawlukiewicz w jakimś kazaniu mówił że Bóg to Mistrz żonglowania róznymi sytuacjami, historiami. I tu podziałał róznymi sytuacjami, nowymi znajomościami, starymi zobowiązaniami kogos wobec kogos i to się rozlazło... Może to przypadek, pewnie... Ale dla mnie już raczej nie ma przypadków. A co wynikło dobrego? Dla mnie - chyba mam jeszcze większy dystans do mojego ex, odcięłam się jeszcze bardziej, może tego własnie było mi trzeba tylko nie wiedziałam o tym? Mam Narzeczonego i jest mi z nim bardzo dobrze, ale może gdzieś się jeszcze za mną ciągnęły jakies sentymenty przeszłości. Teraz pewnie juz ich nie ma.

achhhh i trzecia sytuacja teraz mi się przypomniała :)

Niedługo mam się przeprowadzić do Warszawy, poki co jeszcze tam nie mieszkam na stałe... Boję się trochę jakto będzie z pracą, czy coś znajdę itd... Oddałam tą sprawę Bogu, powiedziałam Mu, że boję się trochę ale oddaję Mu to, niech to będzie całkowicie w Jego rękach i niech On działa. No i kilka dni temu zadzwoniła koleżanka z Wawy że jest w ciązy i czy bym nie chciała zastąpić jej w pracy na kilka miesięcy, a rodzi akurat wtedy gdy mam się przeprowadzić do Wawy... Ciekawy zbieg okoliczności :)

To wszystko jest bardzo zaskakujące. Miałam jeszcze kiedyś podobną sytuację - gdy stałam kiedyś w kościele na mszy i mój Proboszcz mówił coś o Duchowej Adopcji nienarodzonych dzieci coś mnie zaczęło od środka naciskać "weż w tym udział"... Chodziło o codzienne odmawianie 10-tki różańca przez 9 miesięcy. Oczywiście początkowo próbowałam sobie wmówić że to moje wymysły... Ale dzien przed przyrzeczeniem szukałam czegoś w moim starym plecaku i przypadkowo znalazłam tam...mały różaniec (10-tkę) który kiedyś kupiłam a gdzieś go wepchnęłam i nie mogłam go odszukać. Zobaczyłam ten różaniec i stanęłm jak wryta. Poczułam się tak jakby Bóg stanął przede mną i powiedział "idź tam". No i poszłam... :) W sumie zawsze nudziła mnie modlitwa różańcowa, a teraz jakoś się do niej przyzwyczaiłam... Może w ten sposób Bóg chciał mnie jakos oswoić z różańcem, bo wiedział że podchodzę do niego trochę jak do jeża :)

Nie wiem, niby to zwykłe sytuacje, przypadki... Ale zauwazyłam że im bardziej się Jemu coś oddaje z SERCEM, z zaufaniem, bez reszty tylko Jemu - nic nie zachowując dla siebie - to chyba działa... Fajne uczucie - że On jest obok, kręci się przy naszym boku, aranzuje rózne sytuacje, historie, stawia ludzi na naszej drodze... Chyba to działa :)

Słowa kluczowe:
2008-08-18
czasem burzy wszystko...i jest dobrze :)
Zaglądam tu od jakiegoś czasu i czytam blogi - miło się robi na sercu że jest tu tylu wartościowych ludzi :)

Ja też od pewnego czasu wyczuwam że On NAPRAWDĘ ingeruje w nasze życie, dla naszego dobra. Czasem wbrew nam, ale to tylko po to żeby otworzyć nasze oczy na to co wydawało się nam naszym rajem a było wielkim złudzeniem.

Od dawna w moim pokoju stoi obrazek "Jezu ufam Tobie" który dostałam jako pamiętkę Pierwszej Komunii. Jakoś wczesniej nie przywiązywałam do niego większej uwagi, po prostu tam sobie stał a ja modląc się czasem patrzyłam na niego. 

Przez 6 lat miałam chłopaka który wydawał mi się tym jedynym na całe zycie. Byłam z nim szczęsliwa, tzn. było mi z nim dobrze, podobał mi się. Był niewierzący co dość mocno odciągało mnie od mojej wiary ale było mi dobrze. Czasem nawet nachodziły mnie mysli że jestem tak szczęsliwa że w końcu coś musi się zawalić bo nie może być ciągle tak dobrze. 

Czasem gdy się modliłam dziękowałam Bogu za to co mam, za kochającą rodzinę, bezpieczny dom i przede wszystkm za mojego chłopaka. Dziękując patrzłam na obrazek "Jezu ufam Tobie" i czułam że jestem Mu wdzięczna za to co mi daje, ale że nie potrafię w pełni Mu tego wszystkiego oddać z zaufniem. Tak jakbym kurczowo trzymała się tego związku - tak jakby On mógł mi jakoś zabrać kogos kogo kocham. Nie zastanawiałam się nad tym za bardzo, to były tylko takie luźne mysli, odczucia które potem odpływały gdzieś w zapomnienie.

Po ponad 5-ciu latach coś się zaczęło psuć. Mój chłopak zaczął się zachowywac dziwnie, jakby nagle stał się obcą mi osobą, oddalił się. Poznał inną dziewczynę i zaczęłam podejrzewać że coś jest nie tak... Gdy było mi bardzo cięzko, w przypływie rozpaczy trochę bezmyslnie pomyslałam sobie "Boże, jeśli mam tak w przyszłości cierpieć przez niego w małżeństwie to może lepiej mi go odbierz..." i sama się przeraziłam swoich słów bo dotarło do mnie że po raz pierwszy zdałam się całkowicie na Boga i co jeśli nasz związek Mu się do końca nie podoba...? Pamietam że w tamtej chwili poczułam gęsią skórkę. Ale jak to zwykle bywało potem o tym zapomniałam, dni mijały a mój świat się walił jak domekz kart. Dopiero teraz z perspektywy czasu widzę że to było trochę niesamowite, bo wszystko skończyło się zaledwie w 2 miesiące od tego jak w bezsilności zdałam się na Boga. Zadziałał jak huragan i nic nie zostało z tego co budowałam przez 6 lat.

Ale nie to jest najbardziej dla mnie zadziwijące... Stało się coś co wydawało mi się końcem świata - a ja zyję i ... odkrywam że tamto moje zycie było w dużej części tylko złudzeniem szczęścia. I myślę że Pan Bóg musiał mnie bardzo mocno kopnąc w tyłek żebym zrozumiała i zobaczyła to co rozmiem i widzę dziś :)

Najważniejsze, że w najgorszej chwli nie zostawł mnie samej. Bałam się przeraźliwie samotności - ale On jest po prostu ZADZIWIAJĄCY! Postawił na mojej drodze kilku niesamowitych zupełnie obcych ludzi którzy byli dla mnie dosłowie jak dobre duszki, anioły które spadły z nieba. Teraz wiem, że On nigdy nie zostawia nas samych, zawsze zsyła jakieś anioły-ludzi którzy mają nam pomóc, nauczyć czegoś. Trzeba mu tylko zaufać i dzieją się cuda. W chwilach gdy było mi najtrudniej poznałam kogoś kto dosłownie spadł mi z nieba bo rozmowy z nim działały jak lek na moje rany. W tamtym czasie trzymałam się Boga jak mała zapłakana i zasmarkana od płaczu dziewczynka. Nie mogłam pojąć jak to jest mozliwe że On NAPAWDĘ jest tak blisko, że tak namieszał, zawalił mój świat odbierając kogoś kogo kochałam - a teraz gdy nie mam juz na nic sił - On dosłownie wyciąga do mnie Swoją dłoń, pomaga stawiając na mojej drodze kogoś kto działa na mnie jak lekarstwo...  

Mijały miesiące zaczęłam odczuwać zbawienny wpływ mijającego czasu. Trochę o wszystko jeszcze bolało, ale On postawił na mojej drodze kolejną osobę która była jak niesamowity prezent od Niego! Osoba ta była jak huragan dobrej energii, pojawiła się nagle i przyniosła ze sobą tyle życia i radości! To było niesamowite. Ja, przed kilkoma miesiącami poraniona i ledwo zywa wywijałam na parkiecie, bawiłam się, smiałam! Osoby które mnie poznały nie mogły uwierzyć że kilka miesięcy temu zawalił się mój kilkuletni związek! :) Ta znajomość była wielkim prezentem od Boga, Jego kolejnym dowodem na to że On jest blisko i troszczy się o mnie. Ta znajomośc znikła tak nagle jak się pojawiła ale teraz wiem że była mi dana na chwilę, żeby ożywić mnie na cos co miało nadejść wkrótce... Bo niedługo potem poznałam mojego Narzeczonego. Gdybym go poznała od razu po blesnym rozstaniu chyba nie byłabym w stanie odnaleźć się w nowym związku. Myślę, że te dwie osoby-anioły były niezbędne żeby po tym wszystkim postawić mnie na nogi i dać mi do myslenia.... 

Może dla kogoś kto to czyta to tylko zwykła historia, ale dla mnie to historia składająca się z wielu niesamowitych zdarzeń które przeszły przez moje zycie jak tornado burząc to co budowałam przez kilka lat. Teraz wiem że moje stare zycie nie było dobre bo tamto szczęscie skończyłoby się po kilku latach... Wtedy nie wiedziałam jak się buduje zwązek z ukochaną osobą i jakiej osoby szukać. Myslałam że wystarczy fascynacja, radośc, motylki w brzuchu, wspólne zainteresowania i poczucie że jest super. To wszystko oczywiście jest wazne ale...

Gdy zaczynałam wszystko od nowa było dla mnie jasne że teraz chcę iść przez życie z kimś kto też wierzy - bo nie chcę już więcej budowac domku z kart który zostanie zdmuchnięty w sekundę. Zrozumiałam jak wazna jest wiara w związku - bo gdy wszystko się wali jest Ktoś kto nad tym wszystkim panuje i zbiera nas do kupy... :)

Niedawno przypomniało mi się jak kiedyś w liceum na szkolnych rekolekcjach byliśmy w klsztorze i ksiądz poprosił nas byśmy na małych kartkach napisali jakąs ważną dla nas rzecz. Nasze sprawy miały być intencjami na mszy. I pamiętam jak napisałam wtedy, że chaiłabym aby mój mąz był wierzący. ...Teraz wiem, że Bóg wysłuchuje naszych próśb i modlitw które Mu się podobają - ale spełnia je dopiero w odpowiednim czasie. Moja prośba została wysłuchana jakieś 10 lat później - bo po takim czasie poznałam mojego Narzeczonego, który też wierzy że jest Ktoś taki jak Bóg... Teraz widzę jak wielką cierpliwośc trzeba mieć i jak mocno zaufać. Zaufać że czasem on nie spełnia naszych marzeń, komplkuje nasze plany, zawala nam zycie ale to wszystko po to by nas czegoś nauczyc, by pokazać drogę i kierunek w którym powinnismy iśc.

Mi zburzył zycie, zmienił wszystko i... o dziwo żyję i czuję że dopiero teraz jestem na DOBREJ drodze.

Słowa kluczowe: