teraz,tu,w tym momencie...żyjemy tu i teraz...mamy tylko teraźniejszosć...
wiem...moge życ mocniej...i codzienni wylamywac się z kasy pancernej rozsadku,schematów,opini i myśli w moim umyśle...moge w końcu posłuchac swojego wewnętrznego glosu i pujść za jego szeptem...moge...moge poczuc Boga i śmiać sie do łez...nie wiem co sie stało,zjadlam chyba za dużo świateł:)oglądam i czuje...medium.
radość;)
siła:)
obracam sie , patrze, za mna nikt nie stoi...
spoglądam przed siebie i nikogo nie widze...
a mimo to , nawet w tłumie czuje tą obecność... tak to ON...no właśnie.